✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
„Czasami trzeba odejść wystarczająco daleko, żeby wreszcie zobaczyć, gdzie tak naprawdę jest nasze miejsce.”
Właśnie z taką myślą zostawiłam za sobą ostatnią stronę „Barw pienińskich szczytów” Joanny Tekieli. I choć jest to opowieść o Agnieszce, jej sztuce, miłości i trudnych decyzjach, mam wrażenie, że podczas lektury znalazło się w niej również trochę miejsca dla każdego z nas.
Drugi tom cyklu „Szepty pienińskich ścieżek” ponownie zabiera nas do Sromowiec, gdzie życie płynie zdecydowanie spokojniej niż w wielkim mieście. Agnieszka coraz mocniej zakorzenia się w tym miejscu, a Pieniny stają się dla niej nie tylko domem, ale również niewyczerpanym źródłem inspiracji. Jej obrazy zaczynają nabierać coraz większego znaczenia, a przed nią pojawia się szansa, która może odmienić jej życie.
Prestiżowy plebiscyt, możliwość zaistnienia w świecie sztuki, uznanie i perspektywa kariery brzmią przecież jak spełnienie marzeń. Tylko czy każde marzenie rzeczywiście warto spełniać? I czy sukces ma sens, jeśli po drodze możemy zgubić to, co dawało nam prawdziwe szczęście?
To właśnie te pytania najbardziej wybrzmiały dla mnie podczas lektury.
Agnieszka musi zmierzyć się nie tylko z zawodowymi wyborami. Również jej relacja z Michałem zostaje wystawiona na próbę. Pojawiają się niepewność, różne priorytety i pytania o przyszłość. Bardzo podobało mi się to, że ich relacja nie została przedstawiona w sposób przesłodzony. Jest w niej miejsce zarówno na bliskość, jak i wątpliwości, rozmowy, emocje oraz decyzje, których czasami wcale nie chce się podejmować.
A jednak to Pieniny skradły moje serce.
Joanna Tekieli ma niezwykłą umiejętność opisywania przyrody tak, że przestaje być ona jedynie tłem wydarzeń. Tutaj góry naprawdę żyją. Czuć ich obecność niemal na każdej stronie. Dunajec, pienińskie szlaki, światło, zmieniające się pory roku i majestatyczne szczyty tworzą atmosferę, w której można się po prostu zatracić.
Czytając tę historię, miałam wrażenie, jakbym na chwilę sama mogła odłożyć wszystkie codzienne sprawy i znaleźć się gdzieś pośród gór. Bez pośpiechu. Bez ciągłego „muszę”. Po prostu – być.
I chyba właśnie za to najbardziej cenię tę powieść.
„Barwy pienińskich szczytów” nie opowiadają wyłącznie o miłości, sztuce czy wyborze pomiędzy spokojnym życiem a wielką karierą. To również historia o odnajdywaniu siebie. O tym, że czasami trzeba mieć odwagę powiedzieć „to jest moje życie” i przestać mierzyć własne szczęście cudzymi oczekiwaniami.
Agnieszka jest bohaterką, której naprawdę chce się kibicować. Nie jest idealna, ma swoje lęki, rozterki i momenty zawahania. Dzięki temu wydaje się niezwykle prawdziwa. Jej droga pokazuje, że odnalezienie swojego miejsca nie zawsze oznacza podjęcie jednej wielkiej decyzji. Czasem jest to szereg małych wyborów, które dopiero po czasie układają się w odpowiednią całość.
Joanna Tekieli stworzyła powieść spokojną, ciepłą i niezwykle klimatyczną, ale jednocześnie skłaniającą do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad własnym życiem. To jedna z tych historii, przy których nie trzeba pędzić przez kolejne strony. Można delektować się atmosferą, krajobrazami i emocjami bohaterów.
A kiedy już dotrzemy do końca, pozostaje to przyjemne uczucie, jak po krótkim wyjeździe w miejsce, w którym naprawdę udało nam się odpocząć.