✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Czy gdybyście mogli cofnąć czas, odważylibyście się oszukać śmierć? 😳⏳, No i wystarczyło jedno zdanie z opisu, żebym pomyślała: „Okej, wchodzę w to!” Bo kto z nas, choć raz, nie pomyślał: „Kurczę, gdybym wtedy zrobiła inaczej…”? Tylko po „Domu w Międzyczasie” Ewy Głowackiej już nie jestem taka pewna, czy naprawdę chciałabym dostać przycisk „cofnij”. 😂
Poznajcie Eleonorę, siedemnastolatkę, która po śmierci ukochanego przyjaciela trafia do tajemniczego domu, w którym czas najwyraźniej postanowił wypiąć się na zasady. 😅 Eleonora odkrywa, że dom daje jej niezwykłą możliwość zaglądania w przeszłość, a skoro można zajrzeć… to może da się też coś zmienić? Może da się ocalić przyjaciela? No i tutaj moje wewnętrzne „nie rób tego!” zaczęło krzyczeć. 😂 Bo wiadomo, że jeśli bohaterka dostaje możliwość manipulowania czasem, to nie będzie spokojnie, a w samym domu również nie. Jest spokojnie. Jest magia, są sekrety, zagadki, dziwne zasady i tajemniczy mężczyzna, który od tysiąca lat pilnuje pewnej mrocznej tajemnicy. Ja po tygodniu pilnowania czegokolwiek zapomniałabym, czego właściwie pilnuję, 😂 a ten człowiek nadal na posterunku. Szacunek albo podejrzane. Jeszcze nie zdecydowałam. 😏 Do tego dochodzi magiczny ogień w kolorze różowego złota, który zdecydowanie nie znalazł się tutaj dla ozdoby. Im dalej wchodzimy w historię, tym więcej pojawia się pytań, a odpowiedzi… cóż, autorka nie rozdaje ich jak ulotek pod supermarketem. 😂 I to właśnie lubię! Czytam i zamiast spokojnie przewracać strony, uruchamiam swoje prywatne FBI: „On coś wie.” „Ona coś ukrywa.” „Ten typ zdecydowanie nie mówi wszystkiego.” „Ten ogień? Na bank będzie ważny.” A potem przewracam stronę i: NO I PIĘKNIE. ZNOWU NIC NIE WIEM. 😂
Uwielbiam, kiedy bohaterzy książek nie są wycyckani, wypolerowani, po prostu IDEALNI. W realnym życiu każdy z nas ma problemy, ma swoje wady i zalety. Tutaj mam właśnie Eleonorę, która nie jest superbohaterką, która dostaje magiczną moc i nagle zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Jej decyzje wynikają z pragnienia, żeby zmienić coś, czego być może zmienić się nie da. I tutaj „Dom w Międzyczasie” robi się dla mnie czymś więcej niż tylko fantastyczną przygodą. Bo przecież każdy z nas ma swoje „gdybym wtedy…”. Gdybym powiedziała coś innego. Gdybym została. Gdybym poszła. Gdybym podjęła inną decyzję. Tylko że życie nie ma przycisku „cofnij”. „Dom w Międzyczasie” mocno przypomina, że nie wszystko trzeba naprawić.
Nie każdą rzecz można cofnąć, a nie każda bolesna sytuacja powinna zostać wymazana. Czasami trzeba zaakceptować to, co było, i zdecydować, co zrobimy z tym, co mamy teraz i to właśnie zabieram z tej książki dla siebie, a żeby nie było zbyt poważnie, mamy przecież tajemniczy dom, człowieka z tysiącletnią tajemnicą, magiczny ogień, sekrety i bohaterów, którym nie zawsze można ufać. 😈 Czyli dokładnie to, co lubię w fantasy najbardziej. A tajemniczy mężczyzna? No cóż,… oficjalnie jestem w grupie „nie ufam, ale bardzo chcę wiedzieć, o co mu chodzi”. 😂 I chyba to jest siłą tej historii, oprócz fantastycznego klimatu dostajemy pytanie, które zostaje z nami długo po zamknięciu książki: GDYBYŚCIE DOSTALI JEDNĄ JEDYNĄ SZANSĘ NA COFNIĘCIE CZASU… NAPRAWDĘ BYŚCIE Z NIEJ SKORZYSTALI? ⏳😈.
Ja po tej książce już nie jestem taka pewna. Może zamiast ciągle żyć w trybie „co by było, gdyby…”, czasem trzeba powiedzieć: „Dobra. Było, minęło. Tego już nie zmienię. Ale mogę zdecydować, co zrobię dalej.” ❤️ Za tę myśl naprawdę polubiłam tę historię. Jeśli lubicie fantasy, magię, tajemnice, podróże w czasie, zagadki, nieoczywistych bohaterów, emocje i historie, które jeszcze po przeczytaniu kręcą się po głowie, to „Dom w Międzyczasie” zdecydowanie warto mieć na radarze, a ja chyba najpierw zrobiłabym kawę. ☕😂, Bo z cofaniem czasu nie ma co się spieszyć.