Wyjechałem z Polski, w zasadzie cały czas z niej wyjeżdżam, nigdy jednak nie jestem sam. Towarzyszy mi wierny druh, język polski. Czasem mi ucieka, wplątuje się w żywy krajobraz i martwą przyrodę, innym razem, mimo że pozostaje blisko, przepada gdzieś niby marzyciel, który pragnie literatury. Zawsze jednak wraca. Wraca i zdaje sprawę ze świata, a jednocześnie zabija samotność. Bo jest spoiwem, łączy. Uświadamiam to sobie najdobitniej właśnie poza krajem. Tam mój język destyluje się, krystalizuje i klaruje, powoli staje się czysty, ojczysty. O tym jest ta książka, o dekadzie prób uojczyźniania obczyzny.
Miłosz Waligórski