✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ta książka otwiera oczy. I chyba właśnie to jest pierwsza myśl, która pojawiła się we mnie po jej przeczytaniu.
Helena jest cichą, spokojną dziewczyną. Lubi książki fantasy, obserwuje ludzi i w swoim szkicowniku zatrzymuje momenty, w których można dostrzec prawdziwe emocje. Nie interesują jej tematy, którymi żyją rówieśnicy. Jest trochę obok, ale nie dlatego, że czuje się gorsza. Po prostu jest inna. I długo potrafi funkcjonować w swoim własnym świecie, próbując jednocześnie dopasować się do tego, czego oczekują od niej inni.
A potem pojawia się jeden komentarz na Instagramie.
Niewinny?
Tylko pozornie.
Bo hejt bardzo często właśnie tak się zaczyna. Od jednego komentarza, jednego żartu, jednego kliknięcia. Ktoś coś napisze, ktoś inny się dołączy, następny powtórzy. I nagle coś, co początkowo miało być tylko „zabawą”, zaczyna żyć własnym życiem.
Autorka bardzo mocno pokazuje mechanizm, w którym człowiek zostaje wypchnięty poza grupę. Ofiara może być właściwie kimkolwiek. Nie musi zrobić nic złego. Czasami wystarczy, że jest inna. Że ma inne zainteresowania, inaczej wygląda, zachowuje się w określony sposób albo po prostu wyróżnia się z tłumu.
I właśnie to przerażało mnie najbardziej.
Bo przecież ofiarą może zostać każdy.
Podobało mi się, że autorka nie pokazała tej historii wyłącznie z perspektywy osoby doświadczającej hejtu. Pokazuje również narodziny hejtera. To, jak z pozornie niewinnej niechęci może powoli powstać coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Złość. Frustracja. Zazdrość. Kompleksy. Potrzeba poczucia wyższości.
I w pewnym momencie zadawanie bólu drugiej osobie zaczyna dawać satysfakcję.
To chyba jeden z najbardziej niepokojących elementów tej historii. Bo hejt nie zawsze zaczyna się od wielkiej nienawiści. Czasami nienawiść dopiero się rodzi. Powoli wchodzi do głowy, staje się przyzwyczajeniem, później automatyczną reakcją. Człowiek przestaje zastanawiać się, dlaczego właściwie nie lubi drugiej osoby. Po prostu zaczyna wierzyć, że ma do tego prawo.
A później pojawia się tłum.
I wtedy odpowiedzialność zaczyna się rozmywać.
„To nie ja. To oni.”
Jak łatwo powiedzieć sobie, że przecież tylko udostępniłam, tylko polubiłem, tylko napisałam komentarz, tylko się przyłączyłem…
Tylko że z takich „tylko” powstaje coś ogromnego.
Autorka bardzo dobrze pokazuje mechanizm domina. Wystarczy jedna osoba, która zacznie. Później dołączają kolejne. Każda następna czuje się trochę mniej odpowiedzialna, bo przecież „wszyscy tak robią”. I nagle pojedynczy głos zostaje zagłuszony przez cały chór.
Tylko że po drugiej stronie tego chóru znajduje się prawdziwy człowiek.
Ktoś, kto czyta te komentarze. Ktoś, kto zaczyna zastanawiać się, co jest z nim nie tak. Ktoś, kto może przestać wychodzić z domu, publikować swoje prace, rozmawiać z innymi. Ktoś, kto zaczyna zmieniać siebie, żeby tylko przestać odstawać.
I właśnie tutaj ta historia szczególnie mocno mnie poruszyła.
Bo pokazuje, jak ogromną cenę czasami płacimy za próbę dopasowania się do innych.
Jak łatwo można zacząć zmieniać swój głos, zachowanie, sposób ubierania się, zainteresowania, a nawet własne reakcje tylko po to, żeby nie stać się kolejnym celem.
A przecież bycie innym nie jest niczym złym.
To, że ktoś nie pasuje do określonego schematu, nie oznacza, że zasługuje na wyśmiewanie.
Szczególnie mocno wybrzmiało dla mnie przesłanie, że stanie z boku może być dobre – ale tylko wtedy, kiedy to my decydujemy, czy chcemy wejść do środka. Nie wtedy, gdy zostajemy z tego środka wypchnięci.
To ogromna różnica.
„Hejterka” nie jest dla mnie jedynie historią o hejcie w internecie. To opowieść o potrzebie akceptacji, kompleksach, samotności, presji grupy i o tym, jak łatwo człowiek może zgubić własne granice, kiedy bardzo chce poczuć się częścią czegoś większego.
I dlatego absolutnie zgadzam się z ostatnim zdaniem opisu wydawniczego:
„Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic.”
Dodałabym nawet – nie tylko rodzic.
Powinni przeczytać ją nastolatkowie. Nauczyciele. Wychowawcy. I każdy, kto choć raz pomyślał: „Przecież to tylko komentarz. Nic wielkiego.”
Bo czasami dla osoby, która go pisze, to tylko kilka sekund.
Dla osoby, która go czyta, może być początkiem czegoś, z czym będzie mierzyć się przez bardzo długi czas.
Ta historia uświadamia, że za ekranem zawsze znajduje się człowiek. Z emocjami, lękami, kompleksami i własną historią.
„Hejterka” otwiera oczy. I mam nadzieję, że po jej przeczytaniu choć kilka osób zastanowi się dwa razy, zanim kliknie „wyślij”.