Biografia Mariana Walentynowicza – polskiego prekursora komiksu, artysty totalnego
Znikł, przepadł. Pozostał po nim strych zawalony po strop teczkami i pudłami pełnymi akwarel, grafik, książek, plakatów, partytur, reportaży, dzienników, klisz, albumów.
Chudy jak tyczka, śmiał się, że musi dwa razy wejść do pokoju, by ktoś go zauważył. Ale jego twórczość znali wszyscy. Dzieciom dał Koziołka Matołka, cichociemnym słynny znak spadającego orła, baśniom braci Grimm kultowe okładki. Polakom – komiks, którego był błyskotliwym pionierem.
Sława Walentynowicza rysownika przed wojną mogła się równać jedynie ze sławą Walentynowicza podróżnika. Kilka razy objechał świat dookoła. Jako korespondent wojenny przeszedł wraz z 1 Dywizją Pancerną gen. Maczka cały jej szlak bojowy. Gdziekolwiek był – na tournée z baletem reprezentacyjnym, w Afryce na safari czy na procesach norymberskich – utrwalał to, co widział. Ideałem było rysowanie w marszu.
Bezlitosny i czuły: w jego karykaturach ludzie są brzydcy, na zdjęciach – piękni. Z pajęczyn i kurzu autorowi tej książki udało się wydobyć nie tylko owoce jego talentu, ale też bezcenne świadectwo czasów: utrwalone piórem, ołówkiem czy aparatem bezpośrednie relacje z epoki kolonialnej, epoki wszelkich szowinizmów, wojen, przełomów i nowych początków.