✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
„Kasandra w ruinach” – Magda Knedler
Wojna potrafi odebrać człowiekowi niemal wszystko – dom, poczucie bezpieczeństwa, bliskich, marzenia i wiarę w to, że jutro może wyglądać lepiej. A jednak nawet w świecie pełnym ruin pozostaje coś, czego nie da się tak łatwo zniszczyć: pamięć, miłość, nadzieja i słowa zapisane na kartach książek.
Właśnie o tym jest „Kasandra w ruinach” Magdy Knedler – niezwykle przejmująca, klimatyczna i pełna emocji opowieść, w której wielka historia splata się z losami dwojga ludzi próbujących ocalić to, co dla nich najważniejsze.
Kasandra od początku wzbudziła moją ciekawość. Młoda, niepokorna, spragniona wiedzy i książek, a jednocześnie naznaczona trudnym dzieciństwem. Ucieka z toksycznego domu, w którym zamiast miłości i bezpieczeństwa otrzymywała przede wszystkim krytykę, zakazy i emocjonalny chłód. Jej droga prowadzi ją do niewidomego ojca – jasnowidza, który przyjmuje ją bezwarunkowo i daje jej coś niezwykle cennego: poczucie, że wreszcie może być sobą.
Kasandra posiada dar, który wcale nie jest błogosławieństwem. Jej wizje pozwalają dostrzec to, czego inni jeszcze nie widzą, ale jednocześnie stają się źródłem lęku i bezsilności. Szczególnie mocno wybrzmiewa tutaj pytanie o to, czy wiedza o nadchodzącym nieszczęściu daje człowiekowi jakąkolwiek przewagę, czy może jedynie odbiera mu spokój.
Autorka zabiera nas do dwóch różnych momentów w historii. Poznajemy lata trzydzieste, kiedy Europa coraz mocniej pogrąża się w ideologiach opartych na nienawiści, wykluczeniu i kulcie siły. Obserwujemy narastający antysemityzm oraz przerażające idee dotyczące ludzi uznawanych za „niepotrzebnych”. Jednocześnie przenosimy się do Warszawy roku 1944 – miasta walczącego, płonącego i rozpadającego się na oczach swoich mieszkańców.
Tam spotykamy Staszka.
Mężczyznę, który pośród ruin rozpaczliwie szuka ukochanej. Każdy krok może przynieść nadzieję albo kolejną tragedię. A mimo wszystko Staszek nie przestaje szukać. Nie przestaje wierzyć. Nie przestaje też ratować książek, jakby doskonale rozumiał, że wraz z nimi można ocalić pamięć o świecie, który właśnie zostaje bezpowrotnie zniszczony.
Ich historia nie jest łatwa. Nie ma tutaj miejsca na prosty happy end ani łatwe rozwiązania. Jest za to ogromna tęsknota, strach, niepewność i miłość, która mimo wszystko próbuje przetrwać.
Drugi tom jeszcze mocniej pokazuje, jak wielką cenę płacą bohaterowie za przetrwanie. Wojna nie jest już jedynie tłem wydarzeń – staje się codziennością, która odbiera ludziom wszystko, co znane. Kasandra i Staszek marzą o zwyczajnym życiu, ale rzeczywistość nie pozwala im zapomnieć, że nic nie jest dane na zawsze.
I właśnie w tej części szczególnie mocno wybrzmiewają emocje.
Magda Knedler nie musi epatować brutalnością, aby pokazać ogrom wojennego cierpienia. Czasami wystarczy cisza. Jedno spojrzenie. Gest dłoni. Kilka słów wypowiedzianych w odpowiednim momencie.
„Obiecaj, że przeżyjesz”.
To zdanie zostaje ze mną na długo.
Ogromnie podobało mi się również to, jak autorka pokazała Kasandrę. Nie stworzyła bohaterki idealnej. Kasandra jest zmęczona, zagubiona, czasami bezbronna i wycofana. Ma swoje słabości i lęki. Dzięki temu jest prawdziwa i łatwo zrozumieć jej emocje. Szczególnie poruszająca jest jej relacja z ojcem – człowiekiem, który daje jej akceptację, jakiej tak bardzo brakowało jej wcześniej.
Staszek również nie jest typowym bohaterem, którego nic nie jest w stanie złamać. Jest człowiekiem z krwi i kości. Boi się, cierpi, traci nadzieję, a mimo to wciąż robi kolejny krok.
„Kasandra w ruinach” to dla mnie przede wszystkim opowieść o ocalaniu. O próbie uratowania ukochanej osoby, własnego człowieczeństwa, wspomnień i książek. O tym, że czasami nawet najmniejszy gest sprzeciwu wobec zła ma ogromne znaczenie.
To również piękna historia o miłości do literatury. Książki stają się tutaj czymś więcej niż przedmiotami. Są nośnikiem pamięci, świadectwem istnienia i dowodem na to, że nawet jeśli można zniszczyć budynki, nie tak łatwo zniszczyć historię zapisaną w ludzkich sercach.
Magda Knedler stworzyła powieść pełną nostalgii, tajemnicy i emocji. Połączyła prawdziwe wydarzenia i miejsca z bardzo osobistymi historiami bohaterów, dzięki czemu wojna nie pozostaje odległym fragmentem podręcznika. Staje się doświadczeniem konkretnych ludzi – ich miłości, strachu, tęsknoty i nadziei.
Po zakończeniu lektury zostało we mnie jedno pytanie:
Ile jesteśmy w stanie udźwignąć, kiedy świat, który znaliśmy, rozpada się na naszych oczach?
„Kasandra w ruinach” nie daje na nie jednoznacznej odpowiedzi. Zostawia za to czytelnika z refleksją, nostalgią i poczuciem, że nawet pośród największych ruin warto szukać światła.
Bo czasem wystarczy jedna osoba, jedna książka i jedna obietnica, żeby mieć powód, by przetrwać.