✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Zanim nazwiecie kogoś zdrajczynią, przeczytajcie „Kolaborantkę”. Może się okazać, że wasz wewnętrzny prokurator zbyt szybko zażądał najwyższego wymiaru kary. 📖🖤 Barbara Wysoczańska przygotowała historię, przy której ochota na wydawanie prostych ocen dostaje porządną lekcję pokory. A przecież my, czytelnicy, czasami tak lubimy wiedzieć lepiej! Kto powinien odejść, kto, komu zaufać, komu absolutnie nie otwierać drzwi. Z własnego fotela człowiek bywa wybitnym specjalistą od cudzego życia. Tylko potem trafia na taką książkę i cały ten ekspercki dorobek zaczyna się chwiać. Znam kilka książek autorski i, całe szczęście, kilka jeszcze przede mną. Już wielokrotnie wspominałam, że uwielbiam (wiem, że to może brzmieć dziwnie) książki z historią, zwłaszcza te dotyczące II wojny światowej. Bez wglądu na to, ile lat minie od tamtego czasu, my mamy obowiązek pamiętać i przypominać innym historie naszego kraju, ale również ludzi, którzy byli, tacy jak ja i ty, ale czas, w którym przyszło im żyć, mocno zweryfikował ich priorytety, decyzje itp. Ręka do góry, kto z nas, dowiadując się jakiejś informacji na czyjś temat, nie ocenił tego? Też tak myślałam. Większość z nas zaczyna analizować, zastanawiać się, ale wciąż są tacy, którzy potrafią ocenić, nawet gdy nie mają twardych dowodów. Mają w dłoni tę pozycję, nasuwały mi różne myśli na temat mojego zachowania, na temat tego, co ja bym zrobiła, jak ja zachowałabym się itp.
Wydana przez Filię „Kolaborantka” ma świetny punkt wyjścia: kobietę, której życiorys aż prowokuje do zadawania niewygodnych pytań. Ale spokojnie, zanim zaczniecie przesłuchanie, poznajcie Stefanię. To młoda dziewczyna z dobrego domu, choć określenie „dobry” warto tutaj potraktować z dużą ostrożnością. Przemoc i upokorzenia potrafią przecież doskonale ukrywać się za przyzwoitymi pozorami (jakże to dzisiejsze prawda?). W jej życiu pojawia się Adam, ambitny inteligent, który pomaga jej w trudnym momencie. Ich drogi się rozchodzą, lecz pamięć o tym spotkaniu zostaje. Kiedy los ponownie ich łączy, Stefania jest już Stellą von Ulfeldt, żoną austriackiego arystokraty i nazisty, a Adam uznanym etnologiem. Między nimi rodzi się romans. Powiedzieć, że sytuacja jest skomplikowana, to jak nazwać pożar drobnym problemem z temperaturą. Opis tej relacji może być znany z innych książek, ale tutaj jest coś więcej. Później przychodzi wojna, a wraz z nią rzeczywistość, w której uczucia muszą zmierzyć się z zagrożeniem, podejrzeniami i odpowiedzialnością za każdy ruch. Stella wraca do Krakowa. Co stoi za jej decyzjami? Komu może zaufać? Ile mówi o człowieku to, co widzą inni, a ile pozostaje poza ich zasięgiem? Resztę musicie odkryć sami, bo zdradzanie wam tej historii byłoby czytelniczym wykroczeniem. A ja jednak wolę polecać książki, niż mieć zakaz zbliżania się do bookstagrama. 😉
Przede wszystkim dla Stelli warto poznać tę historię. To bohaterka, przy której można jednocześnie próbować ją zrozumieć i mieć ochotę zapytać: „Kobieto, co ty robisz?!”. Jej przeszłość, potrzeba miłości i doświadczenie krzywdy sprawiają, że nie da się zamknąć jej w jednym wygodnym określeniu. Według mnie takie postacie dają najwięcej do przeżywania i przegadania. Pojawia się kwestia zaufania, przebaczenia i tego, co zrobić, gdy serce upiera się przy człowieku, którego wybory trudno zaakceptować. Jest coś, co mnie osobiście bardzo poruszyło to motyw niewysłanych listów Stelli. Do kogo? Co w nich napisała? To kolejny powód, żeby dać tej książce szansę, to pytania, które bez większego wysiłku zabieramy z niej do własnego życia. Wracając do tego, co wcześniej napisałam: jak często oceniamy kogoś na podstawie cudzej wersji wydarzeń? Ile razy mylimy pozory z wiedzą? Jak chętnie deklarujemy, że my na pewno zachowalibyśmy się lepiej? Bohaterstwo w trybie teoretycznym zwykle idzie nam znakomicie. Dopiero pytanie o rzeczywistą cenę odwagi potrafi skutecznie ostudzić zapał do wystawiania ocen. „Kolaborantka” zachęca, żeby przyjrzeć się ludzkim motywacjom uważniej. Zrozumienie czyjegoś strachu nie oznacza przecież automatycznego rozgrzeszenia każdej decyzji.
Tutaj zainteresowanie budzą konkretni ludzie, ich pragnienia, błędy i relacje. Jeśli lubicie rodzinne dramaty, trudne miłości oraz bohaterów, których nie da się przejrzeć po krótkiej prezentacji, warto zanurzyć się w tę opowieść. Historyczne realia nadają ich wyborom ciężar, ale to los Stelli i Adama daje powód, żeby chcieć wiedzieć więcej. Po „Kolaborantkę” warto sięgnąć dla emocji, dla skomplikowanej bohaterki i dla historii, która potrafi podważyć naszą pewność, że wszystko jest oczywiste. ☕📖🖤