✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
SŁOŃCE DOGORYWA, ŚWIAT SIĘ KOŃCZY, A CWANIAKI NADAL MAJĄ SIĘ ŚWIETNIE. Najwyraźniej bezczelność przeżyje nawet apokalipsę. 😂🌘📚 Jack Vance w „Kronikach Umierającej Ziemi” funduje nam fantastykę, w której można stracić pieniądze, godność i złudzenia, a sprawca całego zamieszania jeszcze przemówi tak elegancko, że odruchowo podziękujemy za współpracę. Mam wydanie zawierające cztery tomy w jednym i powiem wam: TO JEST KONKRETNY KAWAŁ WYOBRAŹNI. Książkoholik zadowolony, półka prosi o wsparcie techniczne, a ja mam ochotę opowiadać o świecie, w którym nawet czarodziejom przydałaby się solidna rozmowa o ich zachowaniu. Najlepiej z kimś odpornym na zaklęcia. 😏
Będę szczera. Nie znam słów, które oddałyby klimat, wrażenia po przeczytaniu tej książki. Musicie mi uwierzyć, ale to moje pierwsze spotkanie z fantastyką takiego kalibru! Uwielbiam ten gatunek i myślałam, że już większość pomysłów na nią poznałam, ale tutaj to bomba atomowa. Żałowałam, że nie ma audiobooka, bo w ciągu dnia musiałam ogarniać dom, a tu tomiszcze leży i czeka, aż wezmę je w rękę i zacznę kontynuować. Wyobraźcie sobie Ziemię tak odległej przyszłości, że nasza cywilizacja jest już czymś znacznie mniej oczywistym niż wspomnienie. Słońce słabnie, po dawnych potęgach pozostały ruiny, a resztki wiedzy splatają się z magią. Niezwykłe stworzenia, tajemnicze budowle, osobliwe społeczności i miejsca, w których rozsądek podpowie wam: „Zawróć”. Oczywiście wasza ciekawość natychmiast odpowiada: „Ale tylko zajrzymy”. Wiadomo, jak kończą się takie negocjacje. 😂 Autor stworzył świat piękny, dziwny, okrutny i podszyty melancholią. Podziwiam jego niezwykłość, ale gdzieś z tyłu głowy siedzi świadomość, że to wszystko powoli gaśnie. Cudowny klimat. Taki, który zostawia pod powiekami obrazy, a w głowie niewygodne pytania.
Warto wiedzieć, że te cztery części nie opowiadają jednej wielkiej przygody stałej drużyny. Zmieniają się bohaterowie, nastrój i sposób prowadzenia historii. Najpierw dostajemy opowieści odsłaniające różne zakamarki Umierającej Ziemi, później dwie części z Cugelem, a na końcu wkraczamy w magiczne towarzystwo Rhialta. Bardzo odpowiada mi taka różnorodność. Ledwie człowiek uzna, że już mniej więcej wie, czego się spodziewać, autor otwiera kolejne drzwi. Za nimi zwykle czeka ktoś, komu zdecydowanie nie należało ufać.
Kogo poznajemy? Między innymi Turjana z Miir, maga zgłębiającego tajemnicę tworzenia sztucznego życia oraz Maziriana, czarodzieja, którego ambicje powinny mieć własną tabliczkę ostrzegawczą. Jest T’sais postrzegająca świat w sposób utrudniający jej dostrzeganie dobra i piękna. Jej historia wnosi szczególnie poruszający motyw szukania czegoś poza własnym cierpieniem i wrogością. Pojawia się Ulan Dhor, wyruszający po zaginione zaklęcia oraz Guy al ze Sfere, którego ciekawość prowadzi ku dawnej wiedzy i Muzeum Człowieka. Musicie mi uwierzyć bez względu na to, kogo poznacie w tych 4 częściach, odciśnie na was swoje piętno. Po jednych będzie bolało, ale po innych pozostanie miłe uczucie. Ja nawet teraz, pisząc recenzję, zastanawiam się, dlaczego nie ma filmu o tym? Avatar? Phii… Proszę was, tutaj to dopiero dzieje się magia! Dosłownie mówiąc. Ja naprawdę mam bujną wyobraźnie, ale nawet na to nie byłam gotowa.
Jest coś, co możemy z tej książki wziąć dla siebie, oczywiście wszystko wedle gustu. Poza nową miłością do fantastycznych światów, których nie jesteście sobie wstanie wyobrazić, i podejrzliwością wobec zbyt elokwentnych nieznajomych? Według mnie to, że wiedza i inteligencja nie gwarantują ani mądrości, ani przyzwoitości. Ok, można opanować niezwykłe umiejętności, a nadal przegrywać z chciwością, zazdrością i własnym ego. Cugel podsuwa też niewygodne pytanie: czy moja zaradność przypadkiem nie polega na tym, że ktoś inny ponosi koszty? Łatwo nazwać siebie sprytnym. Trudniej spojrzeć na tych, których zostawiliśmy z konsekwencjami.
Ile jesteśmy gotowi zignorować dla przyjemnego obrazka? Chcemy coś zmienić, czy jedynie oglądać wygodniejszą wersję? Niby podróżujemy po odległym świecie, a nagle orientujemy się, że autor zostawił nam lustro. Zgadnijcie, co w nim zobaczycie?
Pod całym tym humorem, okrucieństwem i kombinowaniem znajduję też coś pokrzepiającego. Nadal warto próbować zrozumieć drugą osobę. Gdy wokół dominuje egoizm, życzliwość staje się wyjątkowo cenna. Dla mnie świadomość przemijania nadaje tym drobnym rzeczom jeszcze większą wagę. Nie wszystko musi trwać wiecznie, żeby zasługiwało na uwagę, troskę i zachwyt.
Książkoholicy od fantastyki z charakterem, czarnego humoru i wyobraźni, która nie uznaje ograniczeń: miejcie „Kroniki Umierającej Ziemi” na oku. 🖤📚 To potężna porcja niezwykłości, przewrotnych przygód i bohaterów, których z przyjemnością obserwuje się z bezpiecznej odległości własnego fotela. Cztery części w jednym tomie, mnóstwo powodów do zachwytu i bardzo przekonujący dowód, że klasyka fantastyki potrafi mieć ostre zęby. Polecam całym książkoholikowym sercem. Tylko Cugelowi nie pożyczajcie egzemplarza. Obawiam się, że później próbowałby wam go sprzedać. 😂🌘 Naprawdę będę polecała każdemu, bo książka warta jest nie tylko jednej zarwanej nocy, ale każdej kolejnej. Nie polecam zaczynać książki, jeśli macie coś ważnego do załatwienia, bo uprzedzam, że może być tak, że książkę będziecie ciągnąć ze sobą. 😂