Książka, która podważa mit języka „ojczystego” jako źródła, schronienia i tożsamości, pokazując język jako pracę: nieustanną, przerywaną, niedoszacowaną. Matkitaski wyrastają z doświadczenia opieki, macierzyństwa i wielojęzyczności, ale nie oferują narracji pocieszenia ani powrotu do pierwotności. Język wydarza się tu w mamrotaniu, jąkaniu, błędzie, dziecięcej paplaninie – tam, gdzie sens nie jest dany, lecz mozolnie wytwarzany. W przekładzie Karoliny Golimowskiej niemiecki i angielski nie tworzą harmonijnego dialogu, lecz produkują tarcia i przesunięcia, ujawniając translacyjność jako podstawowy stan egzystencji. Wolf wiąże ze sobą mit, historię i codzienną pracę opiekuńczą, pokazując, że granice języka, ciała i wspólnoty są strefami przecieku, a nie liniami podziału. Książka ukazuje się w serii „Tu i teraz” jako projekt, który odsłania język będący zadaniem bez końca – praktyką uwikłaną w relacje władzy, zależności i troski.