✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Uwaga! Jeśli planujecie dzisiaj spać, NIE OTWIERAJCIE „Oblubienicy Cienia” wieczorem. Chyba że lubicie podejmować bardzo złe decyzje życiowe. 😂🖤 Ja właśnie zarwałam noc dla tej książki. Czy było warto? Oczywista oczywistość. Czy rano wyglądałam jak człowiek? To już temat, którego lepiej nie poruszać. 😂☕.
Autorka zrobiła mi dokładnie to, czego nie powinien robić autor osobie, która następnego dnia ma normalnie funkcjonować. Wrzuciła do jednej historii wampiry, mrok, magię, duchy, tajemnice, niebezpieczeństwo, romans i Michaiła, a potem najwyraźniej uznała: „Radź sobie sama”. No to sobie radziłam. Do świtu. Nie ukrywam, bałam się jednej rzeczy. Tak jak uwielbiam pierwszy tom, tak bardzo chciałam, aby drugi mnie nie zawiódł. Często spotykam kontynuacje, które z tomu na tom tracą to „coś”, co zafundowano czytelnikowi w pierwszej części. Cieszę się, że tutaj napięcie rośnie z każdą stroną. To finałowy tom, ale w mojej wyobraźni powstawała nowa historia dla naszej Celii. Ta część zdecydowanie jest dla osób znających poprzednią część, więc jeśli nie chcesz spojlera, radzę przyjść dopiero po zapoznaniu się z nią. 😂
„Oblubienica Cienia” to drugi i finałowy tom „The Scarlet Veil”, więc jeśli macie za sobą „Szkarłatny welon”, doskonale wiecie, że po tamtym zakończeniu spokojne odłożenie książki było raczej niemożliwe. Celia po swojej przemianie musi nauczyć się życia jako wampirzyca. Głód krwi, nowe możliwości i zupełnie inna rzeczywistość to dopiero początek. Nadnaturalny świat, w który została wciągnięta, okazuje się jeszcze bardziej skomplikowany, a granica pomiędzy życiem i śmiercią zaczyna niebezpiecznie się zacierać. Pojawiają się duchy, magia, tajemnice i zagrożenie, którego zdecydowanie nie da się rozwiązać jednym dobrze wymierzonym zaklęciem. Czyli dokładnie moje klimaty. 😈🖤.
Celia podobała mi się tutaj szczególnie dlatego, że jej przemiana nie daje jej magicznego pakietu „jestem wampirem, wszystko ogarniam”. Wręcz przeciwnie. Musi oswoić nową naturę, swoje pragnienia i konsekwencje decyzji, które podjęła. Próbuje odnaleźć siebie w świecie, który zmienił się nie do poznania. A potem mamy Michaiła. Ach, Michaił… Tajemniczy, niebezpieczny, władczy i momentami doprowadzający do szału. Człowiek naprawdę nie wie, czy chce go przytulić, czy rzucić w niego poduszką. 😂 Relacja Celii i Michaiła zdecydowanie nie jest spokojnym spacerkiem po różanym ogrodzie. Jest przyciąganie, gniew, pożądanie, tajemnice, niedopowiedzenia i emocje, które potrafią narobić większego bałaganu niż cała armia wampirów. Oni naprawdę nie potrafią prowadzić zwyczajnej rozmowy. 😂🔥 I właśnie za to ich lubię.
Mimo całej historii są takie perełki, które czytelnik może wziąć dla siebie. Nie musimy być tą samą osobą, którą byliśmy wcześniej tu popatrzcie na Celia, która przechodzi ogromną zmianę i musi nauczyć się siebie od nowa, która pokazała, że zmiana nie odbiera nam wartości. Odwaga nie oznacza braku strachu. Celia nie jest odważna dlatego, że niczego się nie boi. Jest odważna, ponieważ mimo strachu podejmuje decyzje i idzie dalej. Pewnie nieraz czuliście, że nie tędy droga, czujecie, że chcecie iść tą, a nie inną „drogą”, lecz odczuwacie presję otoczenia. Dlatego czasami trzeba zaufać sobie, nawet kiedy wszyscy wokół mają własne zdanie. To jedna z bardziej uniwersalnych rzeczy, które można wynieść z tej historii. Nie zawsze mamy wpływ na to, co się wydarza, ale mamy wpływ na swoje kolejne kroki, patrząc na Celia, która nie wybiera wszystkich wydarzeń, które ją spotykają. Świetnie pokazuje, że nie wszystko da się kontrolować. Jest jeszcze kilka takich perełek, które naprawdę dają do myślenia. To właśnie jedna, jedna z tych rzeczy, jakie w książkach lubię.
Ok, wracajmy do naszej książki i bohaterów. 😂 Autorka bardzo dobrze łączy romans z fantastyką. Uczucia nie przykrywają fabuły, a świat przedstawiony nie jest tylko dekoracją dla relacji bohaterów. Wszystko się ze sobą splata: wybory, konsekwencje, magia, przeszłość, i to, co dopiero nadchodzi. Do tego dochodzi gotycka atmosfera, która robi tutaj robotę. Jest mrocznie, tajemniczo i momentami naprawdę niepokojąco. Są chwile, kiedy czytacie kolejną stronę i zaczynacie się zastanawiać: „Czy ja naprawdę powinnam wiedzieć, co wydarzy się dalej?” Odpowiedź brzmi: TAK. NATYCHMIAST. 😂 Właśnie tak wyglądało moje czytanie. „Jeszcze kawałek”. „Jeszcze jeden rozdział”. „Dobra, teraz naprawdę odkładam”. Spojrzenie na zegarek. 3:17. Ja: „No pięknie”. Książka: „Czytamy dalej?” Ja: „Oczywiście”. 🤡☕ Kurka Felek, zero jakiegoś samozaparcia, zdecydowania. 😂😂😂.
Moja ulubienica nie jest bohaterką, która dostaje wszystko za darmo. Jej przemiana ma swoją cenę, a nowe życie wymaga od niej podejmowania decyzji, których wcześniej nawet nie musiała brać pod uwagę. Podobało mi się, że jej historia nie sprowadza się tylko do romansu i walki z kolejnym zagrożeniem. Jest też pytanie o to, kim jesteśmy, kiedy wszystko, co znaliśmy, nagle przestaje istnieć. Może właśnie dlatego ta historia tak dobrze mi siadła. Pod całą warstwą wampirów, magii i mroku mamy bohaterów, którzy próbują znaleźć swoje miejsce, podejmują błędne decyzje, ponoszą ich konsekwencje i próbują nie zgubić siebie po drodze, a wszystko to podane w klimacie, który aż prosi się o nocne czytanie. Tylko nie róbcie tego, jeśli rano macie wstać do pracy. Ja ostrzegałam. 😂 Jeśli „Szkarłatny welon” już za Wami? Nie pytam nawet, czy przeczytacie drugi tom. Po prostu go otwórzcie. Tylko najlepiej nie o 22:00, bo możecie skończyć tak jak ja: niewyspane, z kawą w ręce, lekko nieprzytomne, ale za to z ogromną satysfakcją, że było warto. 😂🖤 Tutaj prośba do autorki. 😂🖤 Tutaj prośba do autorki: następnym razem proszę o ostrzeżenie na okładce: „Uwaga. Może ukraść noc.” Bo ta książka dokładnie to zrobiła. 😂🖤 I wiecie co? Nie oddam tej nocy, nie żałuję 😈🩸🖤.