✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Książki autorski uwielbiam, a gdyby za zachwyt nad książkami stawiano przed sądem, to po „Procesie” dostałabym dożywocie. I jeszcze polecałabym go współwięźniom. 😂🖤 Katarzyna Wierzbicka napisała historię, przy której mam ochotę łapać ludzi za rękaw i mówić: „Nie czytasz fantastyki? Dobrze, ale najpierw sprawdź TO, a potem wrócimy do rozmowy!”. Wydany przez Miętę „Proces” zachwycił mnie połączeniem mroku, ludzkich dramatów i magii, która zdecydowanie nie służy tutaj do ułatwiania sobie życia. Chociaż przy takim towarzystwie zaklęcie na święty spokój miałoby zapewne niezłe wzięcie.
Przenosimy się do drugiej połowy XVIII wieku, do alternatywnej Rzeczypospolitej, szlacheckiej. W tle pojawiają się konfederacja barska oraz proces o czary w Doruchowie, a w tę historyczną rzeczywistość autorka wplata ludzi obdarzonych magicznymi zdolnościami. Poznajemy Konstancję Sawicką, licencjonowaną czarownicę, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga oraz Franciszka Brodzkiego, jezuitę i uczonego. Ich losy przecinają się, choć każde zmierza w swoją stronę i inaczej rozumie to, o co warto walczyć. „Proces” otwiera cykl „Dni sądu”, więc już sam tytuł serii sugeruje, że z tym spokojem może być pewien problem.
Mega podoba mi się, że bohaterowie mają tutaj własne przekonania, słabości i powody, dla których podejmują określone decyzje. Obserwujemy ich dojrzewanie, a później także konsekwencje wcześniejszych wyborów. Konstancja, Jerzy i Franciszek nie mieszczą się wygodnie w szufladkach z napisem „dobry” albo „zły”. Człowiek chciałby już kogoś ocenić, wydać czytelniczy wyrok i przejść dalej, a tu trzeba jeszcze zastanowić się nad okolicznościami. No, bardzo nieuprzejmie ze strony autorki. Ja tu przyszłam zachwycać się książką, a dostałam również pracę dla sumienia! Szczególnie cenię takie postacie, których postępowanie mogę próbować zrozumieć, nawet gdy zupełnie się z nim nie zgadzam. Dzięki nim historia ma ciężar, a relacje znaczą więcej niż kolejne spotkania potrzebne do przesunięcia fabuły.
Sam pomysł na świat również zasługuje na wielkie brawa. Magiczne zdolności Iskier budzą nieufność, a między nimi i ludźmi pozbawionymi mocy narasta wrogość. Dar, który w innej opowieści byłby spełnieniem marzeń, tutaj może przysporzyć poważnych kłopotów. Autorka pokazuje rzeczywistość przesiąkniętą lękiem, uprzedzeniami i walką o pozycję. Do tego dorzućcie demony oraz brutalność, więc uprzedzam: pod moim naprawdę wielkim entuzjazmem kryje się polecenie mrocznej historii. To świat, w którym zdecydowanie wolę przebywać jako czytelniczka, choć fajnie byłoby, chociaż na chwilę przenieść się tam, oczywiście wiedząc, że wrócę do normalnego świata, pijąc kawę i dla mojego bezpieczeństwa przy zamkniętych drzwiach 🖤.
Co najmocniej przemawia do mnie, to jakie pytania można z tej opowieści zabrać do własnego życia. Jak łatwo uznać kogoś za zagrożenie tylko dlatego, że jest inny? Ile krzywdy potrafimy usprawiedliwić przekonaniem o własnej racji? W którym momencie ambicja przestaje nas rozwijać, a zaczyna pożerać wszystko dookoła? Czytając o takim świecie, trudno nie pomyśleć o naszym. Dziś również potrafimy osądzić człowieka, zanim zechcemy go wysłuchać i uwierzyć w wygodne oskarżenie szybciej niż w niewygodne wyjaśnienie. Dla mnie „Proces” jest więc także przypomnieniem, żeby przyjrzeć się własnym reakcjom. Zwłaszcza wtedy, gdy z wyjątkową pewnością wskazujemy palcem cudze błędy. Uważam, że tę książkę powinno przeczytać szersze grono czytelników, by przypomnieć sobie, co i jak. 🖤 Chciałabym polecić tę książkę również osobom, które na widok słowa „fantasy” odruchowo wycofują się w stronę innej półki. Tutaj można wejść przez zainteresowanie historią, przez ciekawość bohaterów, przez upodobanie do trudnych wyborów i opowieści o ludzkiej naturze. Nie trzeba zaczynać od miłości do magii. Mnie zachwyca to, że jest o czym myśleć i co przeżywać także poza fantastyczną warstwą tej historii. A przystępny język pomaga zanurzyć się w dawnych realiach bez poczucia, że przed lekturą należało zaliczyć dodatkowy semestr studiów.
Wiem, że powtarzam się, ale naprawdę jestem ogromnie zachwycona i chciałabym, aby ten tytuł trafił daleko poza grono stałych czytelników fantastyki. Katarzyna Wierzbicka daje mnóstwo powodów, by wejść do jej świata, a potem jeszcze długo zastanawiać się nad tym, co się w nim wydarzyło. W moim prywatnym procesie o zasługi dla czytelniczej radości wyrok jest jednogłośny: winna. Polecać bez zawieszenia. ⚖️🖤.