✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Czy można całe życie wierzyć w historię, którą opowiadano nam o własnej rodzinie, a potem odkryć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej?
Po dwóch poprzednich tomach „Rodziny Tylczyńskich” wydawało mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę spodziewać się po tej serii. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się już po kilku pierwszych rozdziałach.
Tym razem na pierwszy plan wysuwają się Robert i Liwia — dwoje ludzi, których pozornie dzieli niemal wszystko. On sprawia wrażenie beztroskiego faceta, który najlepiej czuje się za zasłoną żartów i ironii. Ona natomiast przez lata funkcjonowała w świecie, w którym liczyły się zasady, oczekiwania i to, co wypada. Oboje wchodzą w pewien układ przekonani, że doskonale wiedzą, gdzie są granice.
Tyle że z uczuciami jeszcze nikomu nie udało się podpisać umowy.
Robert jest bohaterem, który potrafi rozładować nawet najbardziej napiętą sytuację jednym komentarzem. Jego poczucie humoru i rodzinne przepychanki nieraz wywoływały u mnie uśmiech, ale najbardziej podobało mi się to, że pod warstwą luzu i pewności siebie kryje się zupełnie inny człowiek. Znacznie bardziej emocjonalny i wrażliwy, niż chciałby pokazać światu.
Liwia z kolei bardzo szybko zdobyła moją sympatię. To bohaterka, która musi nauczyć się podejmować decyzje nie przez pryzmat tego, czego oczekują od niej inni, ale tego, czego naprawdę chce sama. Jej relacja z Robertem staje się więc czymś znacznie ważniejszym niż romansem. To początek jej własnej drogi do niezależności.
I kiedy mogłoby się wydawać, że głównym problemem będzie różnica między bohaterami, autorka przypomina nam, że w rodzinie Tylczyńskich nigdy nie może być zbyt spokojnie.
Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice, o których przez lata nikt nie chciał mówić. Przeszłość obu rodzin okazuje się ze sobą zaskakująco mocno związana, a spotkanie przy jednym stole szybko zamienia się w prawdziwą emocjonalną bombę.
Niektóre sekrety bolą bardziej niż inne.
Szczególnie mocno poruszyła mnie historia Honoraty. Jej wyznanie sprawiło, że spojrzałam na wiele wcześniejszych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. To jedna z tych historii, które pokazują, że decyzje podejmowane z miłości, strachu czy troski mogą po latach przynieść konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć.
Nieco inaczej odebrałam natomiast Seweryna. Jego zachowanie względem Liwii niejednokrotnie wzbudzało we mnie ogromną złość. Momentami miałam ochotę potrząsnąć nim i zapytać, czy naprawdę nie widzi, że jego „troska” dawno przestała być troską, a zaczęła odbierać córce prawo do własnego życia.
I właśnie ten wątek bardzo dobrze pokazuje, że autorka nie ograniczyła się do stworzenia kolejnego lekkiego romansu.
Owszem, mamy tutaj uczucia, chemię, humor i relację, której rozwój przyjemnie się obserwuje. Mamy również rodzinę, której członkowie potrafią doprowadzić człowieka do śmiechu, wzruszenia, a czasem nawet do lekkiej irytacji. Ale pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ważne tematy — kontrola, rodzinne oczekiwania, życie pod dyktando innych, klasowe różnice oraz konsekwencje sekretów, które przez lata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
A Robert i Liwia?
Ich relacja zdecydowanie należy do tych, które rozwijają się we własnym tempie. Początkowo oboje próbują wmówić sobie, że doskonale wiedzą, w co się pakują. Tylko że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi nic się nie dzieje.
I bardzo podobało mi się właśnie to stopniowe przechodzenie od pozorów do prawdziwych emocji. Nie ma tutaj nagłego uczucia, które pojawia się znikąd. Są rozmowy, drobne gesty, wzajemne poznawanie się i momenty, w których bohaterowie zaczynają dostrzegać w sobie coś więcej.
Do tego dochodzi oczywiście rodzina Tylczyńskich, bez której ta historia zdecydowanie nie byłaby taka sama. Ich rozmowy, docinki, wsparcie i chaos tworzą klimat, do którego po dwóch poprzednich tomach zdążyłam się już przyzwyczaić. A babcia Helena? Jestem przekonana, że gdyby dostała własną historię, spokojnie mogłaby skraść show pozostałym bohaterom.
„Czy my nie jesteśmy z innych światów?” okazało się dla mnie historią pełną emocji, humoru, rodzinnych sekretów i nieoczywistych zwrotów. To książka o tym, że czasami największym problemem nie jest to, że pochodzimy z różnych światów, ale to, że przez całe życie pozwalaliśmy innym decydować, gdzie jest nasze miejsce.
Robert i Liwia udowadniają, że nawet najbardziej nieprawdopodobny układ może przerodzić się w coś prawdziwego.
A rodzinne sekrety Tylczyńskich po raz kolejny pokazują, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Prędzej czy później upomina się o swoje.