✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Czasami dobrze jest z kimś poprostu pogadać. Nie, żeby zaraz poważnie, ale tak zwyczajnie, o blachostkach. Może nawet pośmiać się z głupstw. Pobyć z drugim człowiekiem, poczuć czyjaś obecność, ot tak. I nie myśleć o problemach, nie zastanawiać się, po prostu wyluzować.
Żaden klejnot nie jest więcej wart niż uczucia. Tylko one są prawdziwe i pozostają w sercu. Nie uda się ich zakląć w kamieniu, choćby się bardzo chciało. Dlatego myślę, że ona wróci.
Jagodno po raz kolejny otuliło mnie swoim niezwykłym klimatem. Mam wrażenie, że za każdym razem, kiedy pojawia się tutaj nowa bohaterka, wraz z nią przychodzi kolejna historia, która potrafi zatrzymać na dłużej. Tym razem poznajemy Leę – artystkę tworzącą wyjątkową biżuterię z krzemienia pasiastego, nazywanego kamieniem optymizmu. I chyba nie mogło być lepszego symbolu dla tej opowieści.
Lea wcale nie planowała zatrzymać się w Jagodnie. Awaria samochodu sprawia jednak, że los postanawia pokrzyżować jej plany. A kiedy na jej drodze pojawia się gburowaty mechanik, trudno nie zacząć się zastanawiać, czy przypadkowe spotkania rzeczywiście bywają przypadkowe…
W tej historii szczególnie urzekło mnie to, jak pięknie autorka splata ze sobą codzienność, emocje i małe cuda. Karolina Wilczyńska po raz kolejny pokazuje, że nie potrzebuje wielkich wydarzeń, żeby poruszyć czytelnika. Wystarczą ludzie ze swoimi pragnieniami, lękami, niedopowiedzeniami i marzeniami, które czasami przez lata czekają na spełnienie.
Tym razem szczególnie mocno dotknął mnie wątek macierzyństwa. Został przedstawiony niezwykle delikatnie i prawdziwie – bez zbędnego patosu, za to z ogromną wrażliwością. To właśnie takie momenty sprawiają, że przestajemy jedynie obserwować bohaterów, a zaczynamy razem z nimi przeżywać ich radości, rozczarowania i nadzieje.
Ogromnie spodobał mi się również motyw biżuterii tworzonej przez Leę. Każdy kamień, każda ozdoba i jej nazwa niosą ze sobą własną historię. Dzięki temu biżuteria staje się czymś znacznie ważniejszym niż tylko pięknym dodatkiem – jest symbolem emocji, wspomnień i tego, co czasami trudno powiedzieć na głos.
A w Jagodnie, jak to w Jagodnie, spokojnie być nie może. Niespodziewana ciąża, nowe uczucia, problemy zdrowotne, tajemnice i spotkania, które mogą odmienić więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Wszystko to otrzymujemy jednak w lekkiej, ciepłej narracji, dzięki której kolejne strony właściwie same się przewracają.
No i Zuzanna! Jej cięte komentarze po raz kolejny skradły moje serce. Są takie postacie, których obecność na kartach powieści sprawia, że od razu robi się trochę weselej – i właśnie tak jest z nią.
Ta książka przypomniała mi, że czasami życie psuje nam plany tylko po to, żeby zaprowadzić nas dokładnie tam, gdzie powinniśmy się znaleźć. Że przypadkowe spotkanie może okazać się początkiem czegoś ważnego, a nadzieja potrafi pojawić się nawet wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy.
Jagodno znów mnie wzruszyło, rozbawiło i otuliło. I chyba właśnie za tę mieszankę emocji tak bardzo lubię wracać do tego miejsca.