✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dom rodzinny powinien być miejscem, w którym czujemy się bezpieczni. Miejscem pełnym ciepła, akceptacji i miłości. Niestety nie każdy ma możliwość dorastania w takim domu. Historia Emilii pokazuje, jak bardzo brak poczucia bezpieczeństwa i miłości w dzieciństwie może wpłynąć na późniejsze życie.
Emilia od najmłodszych lat mierzyła się z chłodem, krytyką i poczuciem, że nigdy nie jest wystarczająco dobra. Rozwód rodziców, odcięcie od ojca i trudna relacja z matką sprawiły, że zamiast rodzinnego ciepła otrzymywała kolejne powody, by czuć się niepotrzebna. Nawet jej urodziny, przypadające w Wigilię, zamiast być wyjątkowym i radosnym dniem, przez lata kojarzyły jej się z pretensjami i bólem.
Nic więc dziwnego, że kiedy pojawił się Krzysztof, Emilia chciała uwierzyć, że wreszcie znalazła kogoś, kto ją pokocha. Z czasem jednak troska zaczęła zamieniać się w kontrolę, a uczucie w manipulację. Krzysztof stopniowo odcinał ją od znajomych, wpływał na jej decyzje i odbierał jej niezależność. To, co początkowo mogło wyglądać jak miłość i bezpieczeństwo, po dziesięciu latach stało się więzieniem, z którego Emilia musiała znaleźć sposób, żeby uciec.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak mocno autorka pokazuje psychologiczny wymiar przemocy. Nie zawsze przecież zaczyna się ona od rzeczy, które od razu powinny wzbudzić alarm. Czasami przychodzi powoli, pod przykrywką troski, zazdrości czy przekonania, że ktoś „wie lepiej”. I właśnie dlatego tak trudno ją dostrzec, szczególnie kiedy człowiek przez całe życie był uczony, że jego potrzeby i decyzje nie mają większego znaczenia.
Historia Emilii wywołała we mnie mnóstwo emocji. Był smutek, złość, bezsilność, ale również ogromna potrzeba kibicowania jej, żeby w końcu uwierzyła, że zasługuje na coś więcej. Na własne życie. Na spokój. Na miłość, która nie będzie wymagała rezygnacji z samej siebie.
Bardzo podobało mi się również to, że mimo trudnej i momentami bolesnej tematyki, w powieści znalazło się miejsce na nadzieję, dobro i chwile, które potrafiły wywołać uśmiech. Dzięki temu historia nie przytłacza wyłącznie cierpieniem, ale pokazuje również, że nawet po wielu trudnych doświadczeniach można zacząć budować siebie na nowo.
To niezwykle ważna i potrzebna powieść o przemocy, manipulacji, trudnych relacjach rodzinnych i konsekwencjach tego, czego doświadczamy w dzieciństwie. O tym, że można przez lata żyć w przekonaniu, że tak właśnie wygląda miłość, a jednocześnie pewnego dnia znaleźć w sobie siłę, żeby powiedzieć: dość.
Historia Emilii zostanie ze mną na dłużej. Nie tylko ze względu na emocje, jakie wywołała, ale przede wszystkim przez swój przekaz. To opowieść trudna, bolesna, ale jednocześnie dająca nadzieję.
Zdecydowanie warto ją przeczytać.