W tych wierszach człowiek ciągle dokądś idzie, choć czasem chciałby już tylko przystanąć i dać się dogonić własnemu życiu. Monika Telka ma słuch do chwil przeoczonych: do tego, co mignęło za oknem, zabolało w mięśniu, wróciło zapachem domu, odezwało się głosem babki albo dziecka. "Tempo" czyta się jak długi marsz przez życie i zakamarki pamięci, w których każda droga prowadzi nie tylko "przed siebie", ale także "do środka". Jest w tej książce zgoda na kruchość, ale to kruchość szorstka, bez pocieszania na siłę. Po tej lekturze nawet zwykły spacer podbija "tętno".