✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
„Najgorsze sekrety to te, które odkrywamy wtedy, kiedy jest już za późno, żeby udawać, że ich nie znamy.”
Są miejsca, w których pieniądze otwierają wszystkie drzwi. Są ludzie, których nazwisko potrafi uciszyć niewygodne pytania. Są też sekrety, za które można zapłacić znacznie więcej niż utratą reputacji.
A potem jest Hardwicke.
Elitarna szkoła, która z pozoru powinna być jedynie miejscem nauki, ambicji i rywalizacji. W rzeczywistości przypomina jednak planszę do gry, na której każdy pionek ma swoje znaczenie, każdy ruch może zostać wykorzystany przeciwko komuś, a zaufanie jest chyba najbardziej niebezpieczną walutą.
Po raz kolejny trafiamy do świata Tess Kendrick i po raz kolejny szybko okazuje się, że w jej otoczeniu nic nie jest tak niewinne, jak mogłoby się wydawać.
Tym razem wszystko zaczyna się od kampanii wyborczej. Niby szkolnej. Niby zwyczajnej. Niby dotyczącej tylko uczniów i ich ambicji.
Tylko że w Hardwicke słowo „zwyczajny” chyba nie istnieje.
Im dalej zagłębiałam się w tę historię, tym mocniej miałam wrażenie, że obserwuję coś znacznie większego niż konflikt pomiędzy nastolatkami. Pod powierzchnią zaczynają wychodzić kolejne zależności, interesy i sekrety. Ludzie przestają być tymi, za których ich uważałam, a wydarzenia, które początkowo wydawały się nieistotne, nagle nabierają zupełnie innego znaczenia.
I właśnie wtedy zaczęłam podejrzewać wszystkich.
Dosłownie wszystkich.
Jennifer Lynn Barnes bardzo dobrze wie, jak wzbudzić w czytelniku niepokój. Nie potrzebuje nieustannie szokować. Wystarczy jej jedna informacja. Jedno niedopowiedzenie. Jedno zachowanie bohatera, które nie do końca pasuje do tego, co wiemy.
I już zaczynamy się zastanawiać.
Dlaczego to powiedział?
Co przed nią ukrywa?
Dlaczego zachował się właśnie w ten sposób?
A może… od początku wszystko było częścią planu?
Najbardziej podobało mi się właśnie to poczucie, że nie mogę bezgranicznie zaufać nawet własnym teoriom. Barnes pozwala nam myśleć, że jesteśmy o krok przed bohaterami, po czym bardzo spokojnie wyciąga spod naszych stóp kolejną deskę.
I nagle okazuje się, że cała konstrukcja, którą sobie zbudowaliśmy, właśnie się rozpada.
Tess jest przy tym bohaterką, której nie da się po prostu obserwować z boku. Jej emocje, impulsywność i determinacja sprawiają, że wielokrotnie podejmuje decyzje, przy których miałam ochotę krzyknąć: „Nie rób tego!”.
Ale jednocześnie trudno byłoby mi oczekiwać od niej czegoś innego.
Tess nie potrafi odwrócić wzroku.
Kiedy widzi problem, chce go rozwiązać. Kiedy coś jej nie pasuje, zaczyna szukać odpowiedzi. A kiedy ktoś próbuje ją okłamać, nie zamierza po prostu wzruszyć ramionami.
Tylko że każda odkryta prawda ma swoją cenę.
I mam wrażenie, że w tym tomie Tess coraz wyraźniej zaczyna rozumieć, że poznanie prawdy nie zawsze oznacza zwycięstwo.
Czasami prawda jest początkiem kolejnego problemu.
Czasami otwiera drzwi, których lepiej byłoby nie otwierać.
A czasami sprawia, że zaczynasz patrzeć na ludzi, których kochasz, i zastanawiać się, czy naprawdę ich znasz.
To właśnie relacje między bohaterami nadają tej historii dodatkowego ciężaru. Nie są tutaj bezpieczną przystanią. Wręcz przeciwnie. Są kolejnym źródłem pytań.
Bo jak można ufać komuś, skoro nie wiesz, ile rzeczy przed Tobą ukrywa?
Jak odróżnić szczerość od manipulacji?
I co zrobić, kiedy osoba, której najbardziej potrzebujesz, może być jednocześnie osobą, która ma przed Tobą najwięcej sekretów?
Te pytania zostawały ze mną zdecydowanie dłużej niż sama zagadka.
„Próba sił” pokazuje też bardzo brutalnie, jak działa świat, w którym wpływy znaczą więcej niż zasady. Tutaj informacje są bronią. Słabości można wykorzystać. Rodzinne nazwiska otwierają drzwi, które dla innych pozostają zamknięte, a ludzie nauczeni od najmłodszych lat życia w takim środowisku doskonale wiedzą, jak prowadzić własne rozgrywki.
I chyba właśnie dlatego atmosfera tej książki jest tak specyficzna.
To nie jest mrok, który krzyczy.
To mrok, który siedzi gdzieś pod powierzchnią.
Czujesz go w rozmowach. W spojrzeniach. W niedopowiedzeniach. W momentach, kiedy ktoś mówi dokładnie to, co powinien, ale mimo wszystko masz wrażenie, że właśnie coś przed Tobą ukrył.
A potem przychodzi kolejny zwrot akcji.
I kolejny.
I kolejny.
W pewnym momencie przestałam już próbować przewidywać, kto mówi prawdę, bo zaczęłam podejrzewać, że odpowiedź może być znacznie bardziej skomplikowana.
To zdecydowanie jedna z tych książek, przy których warto pozwolić sobie na paranoję.
Bo tutaj paranoja może być jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
„Próba sił” jest młodzieżowym thrillerem, ale nie mam wrażenia, że została napisana wyłącznie z myślą o lekkiej, szybkiej rozrywce. Owszem, czyta się ją bardzo dobrze, historia ma tempo, są momenty humoru i relacje, które pozwalają złapać oddech.
Ale pod tym wszystkim kryje się coś znacznie cięższego.
Opowieść o władzy.
O manipulacji.
O tym, jak łatwo człowieka można wykorzystać, kiedy zna się jego słabe punkty.
I o tym, że czasami najgroźniejszym przeciwnikiem wcale nie jest ktoś, kto stoi naprzeciwko nas.
Może być nim ktoś, kto stoi tuż obok.
Drugi tom „The Fixers” zostawił mnie z poczuciem, że Hardwicke jest miejscem, w którym naprawdę nie można odwrócić się plecami nawet na chwilę.
Bo kiedy wszyscy coś ukrywają, największym błędem jest założenie, że Ty znasz całą prawdę.
A ja?
Po tej książce wiem jedno.
Jeżeli kiedyś trafię do Hardwicke, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie znalezienie wyjścia.
Bo w tej szkole sekrety mają długie życie.
A ludzie, którzy je poznają…
nie zawsze mogą liczyć na szczęśliwe zakończenie. 🖤
„Najgorsze sekrety to te, które odkrywamy wtedy, kiedy jest już za późno, żeby udawać, że ich nie znamy.”
Są miejsca, w których pieniądze otwierają wszystkie drzwi. Są ludzie, których nazwisko potrafi uciszyć niewygodne pytania. Są też sekrety, za które można zapłacić znacznie więcej niż utratą reputacji.
A potem jest Hardwicke.
Elitarna szkoła, która z pozoru powinna być jedynie miejscem nauki, ambicji i rywalizacji. W rzeczywistości przypomina jednak planszę do gry, na której każdy pionek ma swoje znaczenie, każdy ruch może zostać wykorzystany przeciwko komuś, a zaufanie jest chyba najbardziej niebezpieczną walutą.
Po raz kolejny trafiamy do świata Tess Kendrick i po raz kolejny szybko okazuje się, że w jej otoczeniu nic nie jest tak niewinne, jak mogłoby się wydawać.
Tym razem wszystko zaczyna się od kampanii wyborczej. Niby szkolnej. Niby zwyczajnej. Niby dotyczącej tylko uczniów i ich ambicji.
Tylko że w Hardwicke słowo „zwyczajny” chyba nie istnieje.
Im dalej zagłębiałam się w tę historię, tym mocniej miałam wrażenie, że obserwuję coś znacznie większego niż konflikt pomiędzy nastolatkami. Pod powierzchnią zaczynają wychodzić kolejne zależności, interesy i sekrety. Ludzie przestają być tymi, za których ich uważałam, a wydarzenia, które początkowo wydawały się nieistotne, nagle nabierają zupełnie innego znaczenia.
I właśnie wtedy zaczęłam podejrzewać wszystkich.
Dosłownie wszystkich.
Jennifer Lynn Barnes bardzo dobrze wie, jak wzbudzić w czytelniku niepokój. Nie potrzebuje nieustannie szokować. Wystarczy jej jedna informacja. Jedno niedopowiedzenie. Jedno zachowanie bohatera, które nie do końca pasuje do tego, co wiemy.
I już zaczynamy się zastanawiać.
Dlaczego to powiedział?
Co przed nią ukrywa?
Dlaczego zachował się właśnie w ten sposób?
A może… od początku wszystko było częścią planu?
Najbardziej podobało mi się właśnie to poczucie, że nie mogę bezgranicznie zaufać nawet własnym teoriom. Barnes pozwala nam myśleć, że jesteśmy o krok przed bohaterami, po czym bardzo spokojnie wyciąga spod naszych stóp kolejną deskę.
I nagle okazuje się, że cała konstrukcja, którą sobie zbudowaliśmy, właśnie się rozpada.
Tess jest przy tym bohaterką, której nie da się po prostu obserwować z boku. Jej emocje, impulsywność i determinacja sprawiają, że wielokrotnie podejmuje decyzje, przy których miałam ochotę krzyknąć: „Nie rób tego!”.
Ale jednocześnie trudno byłoby mi oczekiwać od niej czegoś innego.
Tess nie potrafi odwrócić wzroku.
Kiedy widzi problem, chce go rozwiązać. Kiedy coś jej nie pasuje, zaczyna szukać odpowiedzi. A kiedy ktoś próbuje ją okłamać, nie zamierza po prostu wzruszyć ramionami.
Tylko że każda odkryta prawda ma swoją cenę.
I mam wrażenie, że w tym tomie Tess coraz wyraźniej zaczyna rozumieć, że poznanie prawdy nie zawsze oznacza zwycięstwo.
Czasami prawda jest początkiem kolejnego problemu.
Czasami otwiera drzwi, których lepiej byłoby nie otwierać.
A czasami sprawia, że zaczynasz patrzeć na ludzi, których kochasz, i zastanawiać się, czy naprawdę ich znasz.
To właśnie relacje między bohaterami nadają tej historii dodatkowego ciężaru. Nie są tutaj bezpieczną przystanią. Wręcz przeciwnie. Są kolejnym źródłem pytań.
Bo jak można ufać komuś, skoro nie wiesz, ile rzeczy przed Tobą ukrywa?
Jak odróżnić szczerość od manipulacji?
I co zrobić, kiedy osoba, której najbardziej potrzebujesz, może być jednocześnie osobą, która ma przed Tobą najwięcej sekretów?
Te pytania zostawały ze mną zdecydowanie dłużej niż sama zagadka.
„Próba sił” pokazuje też bardzo brutalnie, jak działa świat, w którym wpływy znaczą więcej niż zasady. Tutaj informacje są bronią. Słabości można wykorzystać. Rodzinne nazwiska otwierają drzwi, które dla innych pozostają zamknięte, a ludzie nauczeni od najmłodszych lat życia w takim środowisku doskonale wiedzą, jak prowadzić własne rozgrywki.
I chyba właśnie dlatego atmosfera tej książki jest tak specyficzna.
To nie jest mrok, który krzyczy.
To mrok, który siedzi gdzieś pod powierzchnią.
Czujesz go w rozmowach. W spojrzeniach. W niedopowiedzeniach. W momentach, kiedy ktoś mówi dokładnie to, co powinien, ale mimo wszystko masz wrażenie, że właśnie coś przed Tobą ukrył.
A potem przychodzi kolejny zwrot akcji.
I kolejny.
I kolejny.
W pewnym momencie przestałam już próbować przewidywać, kto mówi prawdę, bo zaczęłam podejrzewać, że odpowiedź może być znacznie bardziej skomplikowana.
To zdecydowanie jedna z tych książek, przy których warto pozwolić sobie na paranoję.
Bo tutaj paranoja może być jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
„Próba sił” jest młodzieżowym thrillerem, ale nie mam wrażenia, że została napisana wyłącznie z myślą o lekkiej, szybkiej rozrywce. Owszem, czyta się ją bardzo dobrze, historia ma tempo, są momenty humoru i relacje, które pozwalają złapać oddech.
Ale pod tym wszystkim kryje się coś znacznie cięższego.
Opowieść o władzy.
O manipulacji.
O tym, jak łatwo człowieka można wykorzystać, kiedy zna się jego słabe punkty.
I o tym, że czasami najgroźniejszym przeciwnikiem wcale nie jest ktoś, kto stoi naprzeciwko nas.
Może być nim ktoś, kto stoi tuż obok.
Drugi tom „The Fixers” zostawił mnie z poczuciem, że Hardwicke jest miejscem, w którym naprawdę nie można odwrócić się plecami nawet na chwilę.
Bo kiedy wszyscy coś ukrywają, największym błędem jest założenie, że Ty znasz całą prawdę.
A ja?
Po tej książce wiem jedno.
Jeżeli kiedyś trafię do Hardwicke, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie znalezienie wyjścia.
Bo w tej szkole sekrety mają długie życie.
A ludzie, którzy je poznają…
nie zawsze mogą liczyć na szczęśliwe zakończenie.