To miasto ma własną pamięć. Zapamiętuje wszystkie, nawet te ciche krzyki.
Rzeszów w „Uwolnij mnie” oddycha mgłą nad Wisłokiem, zapachem smażonego kebaba przy rynku, dźwiękiem dzwonu na farze o świcie. Z jednej strony – kluby, neony, kolejna „najlepsza noc życia”. Z drugiej – wąskie uliczki, Baldachówka ze swoim mieszkaniem za kratą i betonowe korytarze pod kompleksem na obrzeżach miasta. Nad nimi – zwyczajne bloki, szkoły, parkingi przy dawnym WSK, Lisia Góra, Rynek. Ale nie wszyscy wiedzą, co dzieje się kawałek niżej.
„Uwolnij mnie” to opowieść noir o mieście, które nie jest tłem, tylko współbohaterem. O ludziach próbujących złapać oddech w rzeczywistości, gdzie niewidzialne kraty bywają mocniejsze niż te z metalu. To książka o tym, jak łatwo człowiek może stać się „zasobem” cudzego biznesu – i jak długo pamięć miasta potrafi przechowywać historię tych, którzy zniknęli z jego powierzchni.