✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
🚨 Pani Nino, co zrobiła mi pani w głowie?! 😂❤️ Miałam tylko przeczytać „W ramionach wroga” Niny Zawadzkiej, a teraz siedzę i zastanawiam się, jak mam normalnie funkcjonować po tej historii. Kto mi odda moje emocje?! 😳📚 Książkę poznałam w formie papierowej i audiobookowej. Jedna część mojego umysłu czytała, druga słuchała, a trzecia najwyraźniej już dawno wyprowadziła się z tego mieszkania. 😂 I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę. Autorka zabiera nas do czasów II wojny światowej i daje historię, w której mamy sztukę, wojenne tajemnice, zrabowane polskie dziedzictwo, poczucie winy, trudne wybory i ludzi próbujących odnaleźć się w świecie, gdzie właściwie każda decyzja może mieć swoją cenę.
Mamy Oktawiana, człowieka, który popełnił błąd i zamiast udawać, że nic się nie stało, próbuje go naprawić. I już tutaj autorka miała mnie. Bo ja uwielbiam bohaterów, którzy nie są idealni. Takich, którzy coś spartolą, czasem się boją, ale potrafią powiedzieć: „Dobra. Zrobiłem źle. Teraz muszę coś z tym zrobić”. A potem pojawia się Melissa. Niemka, kobieta uwikłana w rzeczywistość wojny i grabieży dzieł sztuki. I nagle mamy dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni znaleźć się po tej samej stronie… a los najwyraźniej stwierdził: „A teraz patrzcie, co ja Wam odwalę”. Jedną z największych perełek tej książki jest dla mnie motyw zrabowanych dzieł sztuki i polskiego dziedzictwa. Ogromnie podobało mi się, że autorka nie traktuje historii jak suchej lekcji. Ma twarze, emocje, strach i konsekwencje. Ma konsekwencje. Bo obraz to nie zawsze tylko obraz. Dokument to nie tylko kawałek papieru. Za nimi stoją ludzie, rodziny, miejsca, wspomnienia i kawał historii, którą ktoś próbował odebrać.
Kolejna perełka? Moralne dylematy. Tutaj nie wszystko da się wygodnie poukładać. Są wybory, które mają konsekwencje i ludzie, których nie da się zamknąć w jednej szufladce. Są też decyzje, które wracają po latach i mówią:„Dzień dobry. Pamiętasz mnie? No to sobie pogadamy”. 😂 I właśnie to bardzo mocno we mnie zostało. Bo ta historia pokazuje, że czasami największą odwagą nie jest walka z kimś, tylko zmierzenie się z własnymi błędami i ich konsekwencjami. A teraz przechodzimy do mojego drugiego zachwytu. 🎧 AGNIESZKA POSTRZYGACZ. Kobieto… CO TO JEST ZA GŁOS?! 😍 Jeśli Wydawnictwo Filia chciało zrobić audiobook, po którym człowiek zaczyna traktować słuchawki jak przedmiot pierwszej potrzeby, to gratuluję. 😂👏 Jej głos idealnie pasuje do tej historii. Nie mam poczucia, że ktoś po prostu czyta tekst. Ta historia dostaje głos, emocje i odpowiednią temperaturę. I dlatego moje poznawanie tej książki na pół papierowo, na pół audiobookowo okazało się świetnym pomysłem. Papier dawał mi historię. Audiobook dawał jej głos. A ja dostałam emocjonalny rollercoaster bez biletu powrotnego. 😂
Co zabieram z tej książki? Że nie możemy cofnąć tego, co już się wydarzyło, ale możemy zdecydować, co zrobimy później. Że błąd nie musi być końcem człowieka. Że odpowiedzialność czasami boli. I że odwaga nie zawsze wygląda jak wielkie, bohaterskie czyny. Czasami wygląda jak przyznanie: „To moja wina. Muszę to naprawić”. Została ze mną też myśl, że człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany niż etykietka, którą można mu przykleić na czole. I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię tę historię, bo daje emocje, ale przy okazji zostawia coś w głowie.
Czy polecam? NO PEWNIE, ŻE TAK! 😂❤️, Jeżeli lubicie powieści historyczne, wojenne klimaty, sztukę, tajemnice, trudne wybory, skomplikowane relacje i bohaterów, którzy nie są zrobieni z tektury, dajcie „W ramionach wroga” szansę. A jeśli możecie posłuchać audiobooka? WŁĄCZAJCIE. Bo Agnieszka Postrzygacz naprawdę zrobiła tutaj kawał świetnej roboty. 🎧❤️ Nina Zawadzka… ładnie to Pani zrobiła. Bardzo ładnie. A ja będę tę książkę wciskać każdemu, kto tylko zapyta, czego posłuchać albo co przeczytać. 😈📚❤️ „W ramionach wroga” przeczytajcie. Posłuchajcie. Poczujcie. Naprawdę warto.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Są skarby, które można ukraść. Są sekrety, które można ukryć. I są uczucia, których nie sposób odebrać nawet wtedy, gdy cały świat pogrąża się w wojnie…
Najniebezpieczniejszą bronią nie jest pistolet, lecz serce, które przestało słuchać rozkazów.
Melisa von Falkenhayn miała wszystko o czym może marzyć młoda dziewczyna u progu 7. .. . Alll'dorosłości- bogatych rodziców, piękny dom i głowę pełną marzeń.
Jej nastoletnie serce zabiło jednak szybciej dla chłopaka o imieniu Klaus -jej bliscy zaś o ile można tak nazwać ludzi, którzy nigdy dziewczyny nie zaakceptowali - nie byli w stanie przełknąć tego ,że wybrała inaczej i posłuchają serca.
A jednak nic, co ją spotkało nie pozbawilo serca ludzkich odruchów, choć Mel miała prawo czuć do świata nienawiść i pogardę.
Jej los odmieniło spojrzenie męskich oczu o barwie trawy, których właściciel w dramatycznych okolicznościach ocalił jej życie, choć powinien być najzacieklejszym spośród wrogów.
Oktawian Dobrowolski jest historykiem- od zawsze kochał muzeum narodowe w którym pracował, a teraz usiłuje odbić zbanowane przez nazistów dzieła polskiej sztuki , część dziedzictwa ukochanego kraju.
Każdy obraz, każdy bezcenny eksponat jest dla niego czymś więcej niż tylko dziełem sztuki. To fragment historii. Pamięć o ludziach. Świadectwo tego, czego nie wolno zapomnieć.
A jednak wciąż nie może wyrzucić z myśli jednej kobiety.
Kobiety, która należy do świata, z którym Oktawian walczy.
Kobiety, która nie powinna pojawić się w jego sercu.
I właśnie tutaj rozpoczyna się historia, która złamała mi serce.
„W ramionach wroga” Niny Zawadzkiej to opowieść o wojnie, która rozdziera nie tylko państwa i rodziny, ale przede wszystkim ludzkie dusze. To historia o wyborach, za które trzeba zapłacić najwyższą cenę. O tym, że czasami człowiek zostaje postawiony po niewłaściwej stronie historii nie dlatego, że tego chce, lecz dlatego, że urodził się w niewłaściwym miejscu i czasie.
Melisa jest bohaterką, której nie sposób zapomnieć. Jej życie miało wyglądać zupełnie inaczej. Miała kochać, marzyć, dorastać i budować swoją przyszłość. Tymczasem wojna brutalnie odbiera jej poczucie bezpieczeństwa, zmusza do dokonywania trudnych wyborów i wystawia na próbę wszystko, w co dotychczas wierzyła.
A mimo to Mel nie pozwala, by odebrano jej człowieczeństwo.
I chyba właśnie to poruszyło mnie najbardziej.
Bo można stracić dom. Można stracić bliskich. Można zostać pozbawionym wolności i bezpieczeństwa. Można nawet próbować odebrać człowiekowi nadzieję.
Ale dopóki w sercu pozostaje choć odrobina dobra, dopóty nie wszystko jest stracone.
Relacja Melisy i Oktawiana jest pełna sprzeczności. To uczucie, które rodzi się tam, gdzie absolutnie nie powinno się pojawić. W świecie, w którym każdy człowiek może okazać się wrogiem, a zaufanie może kosztować życie, oni próbują odnaleźć coś, co wymyka się wszelkim zasadom.
Bo jak pokochać kogoś, kogo powinno się nienawidzić?
Jak zaufać komuś, komu nie wolno ufać?
Jak wybrać serce, kiedy rozum krzyczy, że to najgorsza z możliwych decyzji?
I czy miłość naprawdę może przetrwać wszystko?
Czy może istnieją granice, których nawet ona nie jest w stanie przekroczyć?
Podczas lektury wielokrotnie miałam wrażenie, że serce zatrzymuje mi się razem z bohaterami. Że każda decyzja może być tą ostatnią. Że jeden krok w niewłaściwą stronę może przekreślić wszystko, a jeden gest dobra może zmienić całe życie.
Czytając tę książkę, czułam ogrom emocji. Był ból, strach, bezsilność, gniew i rozpacz. Były momenty, w których chciałam krzyczeć, i takie, w których po prostu musiałam odłożyć książkę, żeby złapać oddech.
Ale była też nadzieja.
Ta cicha, maleńka i krucha, która pojawia się nawet wtedy, gdy wszystko wokół płonie.
I chyba właśnie ta nadzieja była dla mnie najpiękniejszą częścią tej historii.
Bo wojna może zniszczyć miasta. Może odebrać domy. Może rozdzielić rodziny. Może ukraść bezcenne dzieła sztuki i próbować wymazać całe fragmenty historii.
Ale są rzeczy, których nie da się ukraść.
Nie da się ukraść wspomnień. Nie da się odebrać człowiekowi jego wyborów. Nie da się rozkazać sercu, kogo ma pokochać.
I właśnie dlatego tak głęboko przeżyłam relację mężczyzny z bliznami i kobiety, która kochała wbrew wszystkiemu .
Bo była prawdziwa i pełna uczuć, które trudno czasem opisać słowami.
To historia o miłości, która narodziła się w cieniu wojny, a mimo wszystko potrafiła przynieść światło tam, gdzie wydawało się, że nie ma już miejsca na nadzieję. „W ramionach wroga” zostawiło w moim sercu ślad, którego długo nie zapomnę, bo niektóre historie nie kończą się wraz z ostatnią stroną – zostają z nami, cicho przypominając o sobie, gdy tylko zamkniemy oczy. A Melisa i Oktawian udowodnili mi, że czasem największą odwagą jest pozwolić sobie kochać, nawet wtedy, gdy cały świat mówi, że nie wolno.