✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Są takie książki, które bierzesz do ręki z myślą: „przeczytam kilka rozdziałów”, a potem orientujesz się, że właśnie kończysz ostatnie strony i zastanawiasz się, kiedy właściwie minął ten czas. Dla mnie właśnie takie okazały się „Wakacje po włosku” autorstwa Katarzyna Kielecka.
Rodzina Sarneckich wyjeżdża do Włoch z planem na idealny urlop. Wiecie – słońce, piękne widoki, pyszne jedzenie, chwila oddechu od codzienności i to charakterystyczne włoskie dolce vita. Wszystko zapowiada się jak pocztówka z wakacji. Do czasu.
Tuż przed końcem wyjazdu psuje się samochód i od tego momentu zaczyna się prawdziwa lawina problemów. Ubezpieczyciel zawodzi, organizacja okazuje się bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, pojawiają się kolejne przeszkody, które skutecznie wystawiają cierpliwość bohaterów na próbę. A przecież trzeba jeszcze wrócić do Polski, dopilnować terminów i jakoś nie stracić resztek dobrego humoru.
Brzmi jak przepis na katastrofę? Trochę tak. Ale właśnie w tym tkwi urok tej historii.
Autorka pokazuje coś bardzo prawdziwego – że wakacje nie zawsze wyglądają jak zdjęcia z Instagrama. Czasem to seria nieprzewidzianych sytuacji, zmęczenie, frustracja i poczucie, że wszechświat postanowił zrobić sobie z nas żart. A mimo to – albo właśnie dlatego – mogą stać się wspomnieniem, do którego wraca się później z uśmiechem.
Bardzo podobało mi się to, jak została pokazana rodzina Sarneckich. Nie są idealni, nie reagują książkowo poprawnie, czasem się irytują, czasem mają dość – ale jednocześnie czuć między nimi bliskość i zwykłą codzienną relację. To właśnie dzięki temu ich przygody wypadają tak autentycznie.
Ogromnym atutem tej książki jest również styl autorki. Pisze lekko, swobodnie, z humorem i wyczuciem. Opisy są bardzo obrazowe – podczas czytania niemal czułam gorące powietrze, widziałam włoskie uliczki i słyszałam ten charakterystyczny wakacyjny gwar. Dialogi wypadają naturalnie, a humor nie jest wymuszony – pojawia się dokładnie tam, gdzie trzeba.
Szczególnie ujęło mnie to, że – jak zdradziła autorka – wiele opisanych wydarzeń zostało zainspirowanych jej własnymi doświadczeniami z wakacji we Włoszech. I naprawdę to czuć. Ta historia ma w sobie coś bardzo życiowego – nieprzewidywalność, absurd codziennych sytuacji i ten moment, kiedy pozostaje już tylko śmiać się z własnego pecha.
To książka o podróży, ale nie tylko tej dosłownej. To też opowieść o cierpliwości, o rodzinie, o tym, że nie wszystko da się kontrolować i że czasem najlepsze wspomnienia rodzą się właśnie wtedy, kiedy nic nie idzie zgodnie z planem.
No i nie mogę nie wspomnieć o jednym bohaterze… Wafel zdecydowanie kradnie całe show. 🐾
Jeśli szukacie lekkiej, ciepłej historii na lato, która poprawia humor, daje wakacyjny klimat i jednocześnie pokazuje, że nawet najbardziej pechowy wyjazd może stać się świetną opowieścią – „Wakacje po włosku” zdecydowanie warto zabrać ze sobą na urlop.