✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Do książek Remigiusza Mroza podchodziłam z pewnym dystansem. Po dłuższej przerwie od jego twórczości sięgnęłam po „Węzeł czasu” i muszę przyznać, że autor tym razem zdecydowanie postawił na pomysł, który potrafi zaintrygować, ale też wzbudzić sporo pytań.
Agnieszka pewnego dnia budzi się w środku lasu. Nie wie, gdzie jest ani jak się tam znalazła. Sytuacja robi się jeszcze bardziej absurdalna, kiedy spotyka policjanta Augusta Bekkera i dowiaduje się, że jest… 15 października 1931 roku. Jeszcze chwilę wcześniej piła kawę z przyjaciółką na opolskim rynku w 2025 roku, a teraz znajduje się w zupełnie innej rzeczywistości.
I właśnie wtedy pojawia się myśl, która może całkowicie zmienić bieg historii.
Skoro Agnieszka doskonale pamięta wydarzenia, które mają dopiero nastąpić, może została przeniesiona w przeszłość z konkretnego powodu? Może jej zadaniem jest zrobić coś, co mogłoby uratować miliony istnień? A może próba ingerencji w historię przyniesie konsekwencje, których nikt nie jest w stanie przewidzieć?
Motyw historii alternatywnej okazał się dla mnie zdecydowanie najmocniejszą stroną tej powieści. Bardzo lubię historie, które zmuszają do zastanowienia się nad tym, jak niewiele potrzeba, żeby rzeczywistość potoczyła się zupełnie inaczej. Często myślimy przecież: gdyby tylko pewne wydarzenie się nie wydarzyło, gdyby ktoś podjął inną decyzję, gdyby jeden człowiek zniknął z kart historii…
Tylko czy naprawdę możemy mieć pewność, że alternatywna wersja przeszłości byłaby lepsza?
I właśnie tutaj Mróz stawia bardzo ciekawe pytanie. Zmieniając jeden element, uruchamiamy cały łańcuch kolejnych zdarzeń. Nie możemy przewidzieć, dokąd nas doprowadzą. Historia nie jest układanką, w której wystarczy wyjąć jeden niepasujący element, żeby wszystko nagle zaczęło wyglądać idealnie.
Agnieszka bardzo szybko przekonuje się, że ingerencja w przeszłość może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, niż początkowo zakładała. Z czasem stawką przestaje być wyłącznie przyszłość, a zaczyna być również życie jej samej oraz osób, które stają się dla niej ważne.
„Węzeł czasu” jest książką, która zdecydowanie nie pozwala się nudzić. Akcja pędzi, wydarzenia następują po sobie bardzo szybko, a połączenie thrillera, historii alternatywnej i fantastyki sprawia, że trudno jednoznacznie przypisać tę powieść do jednego gatunku.
Nie wszystko jednak mnie przekonało.
Momentami fabuła wydawała mi się zbyt naciągana, a niektóre rozwiązania nie do końca spójne. Były też sceny przemocy, które okazały się dla mnie zdecydowanie zbyt brutalne. Najwięcej zastrzeżeń mam jednak do postaci Infułata oraz samego sposobu przedstawienia podróży w czasie. Ten element nie przypadł mi do gustu. Infułat wydał mi się przesadzony i momentami wręcz pretensjonalny, przez co zamiast wzbudzać zainteresowanie, trochę wybijał mnie z historii.
Mimo tych niedociągnięć nie żałuję, że po „Węzeł czasu” sięgnęłam. Najbardziej doceniam właśnie to, że powieść nie ogranicza się do samej sensacyjnej historii. Pod warstwą pościgów, niebezpieczeństwa i podróży w czasie kryje się pytanie, nad którym naprawdę warto się zatrzymać.
Czy gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie i zmienić jedno wydarzenie, rzeczywiście naprawilibyśmy świat?
A może zamiast jednego koszmaru stworzylibyśmy kolejny?
I chyba właśnie ta myśl została ze mną po zakończeniu lektury najmocniej. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich decyzji. Dotyczy to nie tylko wielkiej historii, ale również naszego własnego życia.
„Węzeł czasu” nie jest książką pozbawioną wad, ale z pewnością jest powieścią odważną, nietypową i momentami naprawdę zaskakującą. Po dłuższej przerwie od książek Mroza dostałam historię, która poszła w zupełnie inną stronę, niż się spodziewałam.
Czy Agnieszka zdoła odkryć, dlaczego znalazła się w 1931 roku? Czy można zmienić historię bez ponoszenia konsekwencji? I przede wszystkim — czy przeszłość rzeczywiście można naprawić?