"ziemia, niebo" to tomik zakorzeniony w konkrecie: w stacji benzynowej w Kiseljaku, w godzinie 19:40 nad Atlantykiem, we włosie mamy znalezionym między stronami Mickiewicza, w zakładanych po raz ostatni skarpetach z alpaki. Szopa zbiera chwile, które inni uznaliby za zbyt pospolite, i właśnie w nich zapisuje miłość, bliskość, śmierć i humor. Jego wiersze nie wrzeszczą w niebogłosy, raczej milczą razem z bohaterami, trzymają kogoś za rękę, gdy zasypia, wychodzą rano na balkon. Ziemia i niebo nie są tu metaforą, lecz granicami pola, na którym rozgrywa się całe nasze małe, uparte życie.